Najnowsze wpisy »

Ostatni dzień Openera… Smutek, że już po i trzeba wracać do domu, ale i zadowolenie z dobrze wykonanej pracy. Do garderoby doszły nieprzemakalne spodnie i kurtka (kupione w sobote, po piątkowej nawałnicy, nie za bardzo się w sumie przydały), do portfolio kilka tysięcy zdjęć.

Ale, ale – jeszcze niedziela, wyjątkowo obfita w koncertowe emocje. Najpierw The Wombats, zadziwiająco energetyczni…

The Wombats na Open'er 2011

The Wombats na Open'er 2011

The Wombats na Open'er 2011

The Wombats na Open'er 2011

Po nich The Strokes – tu z kolei średnio energetycznie i mało fotogenicznie. Wokalista uparcie zasłaniał się mikrofonem, podobno zszedł do ludzi, szkoda ze po trzech piosenkach.

The Strokes na Open'er 2011

The Strokes na Open'er 2011

Zupełnie inaczej było na koncercie Hurts pod namiotem. Choć muzycznie ten band (duet właściwie) nie do końca mnie przekonuje, wizualnie było znacznie ciekawiej, niż na Strokesach. Panowie z Hurts lubują się w swoistej teatralności. Dużo tu gestów, min, póz – a aparat to lubi. Stąd też udało mi się uchwycić sporo fajnych momentów. Pod pierwszym zdjęciem link do całej galerii na WP:

Hurts na Open'er 2011

Hurts na Open'er 2011

Hurts na Open'er 2011

Hurts na Open'er 2011

Hurts na Open'er 2011

Hurts na Open'er 2011

Hurts na Open'er 2011

Hurts na Open'er 2011

Wreszcie ostatni koncert festiwalu: M.I.A. I tu duże zaskoczenie: w trakcie pierwszej piosenki okazało się, że… możemy wejść na scenę. Nie był to chyba do kńca dobry pomysł – tłum fotografów obstąpił artystkę, ciężko było się wepchać (!) , aby uchwycić dobry kadr. Do tego wysoka scena – dobrze, że nikt nie spadł ;) .

M.I.A. na Open'er 2011

M.I.A. na Open'er 2011

M.I.A. na Open'er 2011

M.I.A. na Open'er 2011

Koncert M.I.A. był ostatnim, który fotografowałem na Openerze 2011. Do zobaczenia za rok!

 

Trzeci dzień festiwalu był dla mnie najważniejszym. Tego dnia wystąpił Primus – zespół, na którego koncert bardzo się szykowałem. Primus zagrali znakomicie, może zmieniłbym nieco setlistę, bardziej pod lata dziewięćdziesiąte, ale i tak było naprawdę świetnie. Panowie są w świetnej formie, na zdjęciach fajnie się prezentują, oby przyjechali na jakiś klubowy gig do Polski! Aaa – pod pierwsze zdjęcia podpinam całą galerię na WP.

Primus na Open'er 2011

Primus na Open'er 2011

Primus na Open'er 2011

Primus na Open'er 2011

Primus na Open'er 2011

Primus na Open'er 2011

Pod koniec koncertu pobiegłem pod namiot, żeby szybko „ustrzelić” Kate Nash. Tak się prezentowała:

Kate Nash na Open'er 2011

Kate Nash na Open'er 2011

Kate Nash na Open'er 2011

Kate Nash na Open'er 2011

A potem czekała nas, fotografów przykra niespodzianka. Okazało się, że Prince (czy raczej jego management) nie wyraził zgody na jakąkolwiek rejestrację jego show. Trudno, obszedłem się ze smakiem, kołysząc się z dystansu w rytm „Purple Rain”…

Drugi dzień festiwalu upłynął pod znakiem deszczu. Przede wszystkim deszczu na Pulp. Było to bodaj największe oberwanie chmury, w jakim miałem przyjemność ;) fotografować. Chyba nawet na koncercie Eltona Johna na stadionie Polonii mniej padało (a w każdym razie mniej zmokłem)… Ale o Pulp poniżej, najpierw Brodka.

Fanem Brodki nigdy nie byłem i pewnie nie będę. Ale nie o to przecież chodzi w tym blogu :) . Chodzi o zdjęcia, a z nimi było tak sobie: o pierwsze wiał wiatr a wokalistka miała na sobie sporą ilość pasków, które ją skutecznie zasłaniały. Do tego nie za wiele się na scenie działo. Dwie foty ponizej, wiecej na WP:

Brodka na Open'er 2011

Brodka na Open'er 2011

Brodka na Open'er 2011

Brodka na Open'er 2011

Znacznie ciekawiej było na kolejnej sztuce, przez wielu uznanej za najlepszą na całym festiwalu – koncercie grupy Pulp. Sam fakt, że zespół niedawno się reaktywował i był to jego pierwszy występ w Polsce, już wzbudzał spore zainteresowanie. Do tego grupa wstąpiła podczas największej ulewy, co (poza oczywiście problemami typu: co zrobić, żeby sprzęt nei zamókł) dodało jej show dramaturgii.

Pulp na Open'er 2011

Pulp na Open'er 2011

Pulp na Open'er 2011

Pulp na Open'er 2011

Pulp na Open'er 2011

Pulp na Open'er 2011

Wreszcie ostatni koncert – nocna sztuka pod namiotem w wykonaniu Cut Copy. Dobra sztuka (i sucho ;) )!

Cut Copy na Open'er 2011

Cut Copy na Open'er 2011

Cut Copy na Open'er 2011

Cut Copy na Open'er 2011

Cut Copy na Open'er 2011

Cut Copy na Open'er 2011

To był mój piąty Opener, trzeci z aparatem. Od strony fotograficznej wszystko zorganizowane perfekcyjnie. Wygodny namiot dla mediów, solidny depozyt, coś do picia. Wygodne fosy, dobre światła. Nie narzekałem :) .

Pierwszy dzień zakończyłem wynikiem: 5 galerii, czego jedna dotyczyła samego otwarcia festiwalu, pozostałe cztery już konkretnych koncertów. Na początek zahaczyłem o jedną z mniejszych scen, na której występowała zasłużona dla polskiego grania formacja Woody Alien…

Woody Alien na Open'er Festival 2011

Woody Alien na Open'er Festival 2011

Pierwszym zleconym mi koncertem był występ formacji, która ostatnimi czasy mocno namieszała w polskim szołbizie – grupy Enej…

Enej na Open'er 2011

Enej na Open'er 2011

Enej na Open'er 2011

Enej na Open'er 2011

Potem skok pod namiot, na którym rozpoczął się koncert The Twilight Singers… Grega Dulli i ekipę widziałem w kwietniu w Stodole, Openerowy miał jednak gorszy klimat…

Twilight Singers na Open'er 2011

Twilight Singers na Open'er 2011

The Twilight SIngers na Open'er 2011

The Twilight SIngers na Open'er 2011

23.00 – koncert największej gwiazdy pierwszego dnia festiwalu i w sumie niemal najwiekszej (bo jednak Prince był headlinerem) całej imprezy – Coldplay. Zaskoczyli mnie żywiołowością. Miałem w głowie koncert sprzed niemal 10 lat z Roskilde, kiedy miałem wrażenie, że to banda nudziarzy. Na szczęście tym razem wypadli naprawdę dobrze. Sporo się działo przez przepisowe trzy piosenki na scenie, zapraszam do całej galerii pod pierwszym zdjęciem.

Coldplay na Open'er 2011

Coldplay na Open'er 2011

Coldplay na Open'er 2011

Coldplay na Open'er 2011

Znowu przydała się rybka do zdjęcia publiczności. Ekstaza to chyba odpowiednie słowo ;) .

Coldplay na Open'er 2011

Coldplay na Open'er 2011

Coldplay na Open'er 2011

Coldplay na Open'er 2011

Wreszcie ostatni koncert pierwszego dnia Openera – Simian Mobile Disco. Od strony fotograficznej chyba najgorsza sztuka na imprezie – dwóch Panów obsługujących duże urządzenie ;) . Ale muzycznie było OK.

Simian Mobile Disco na Open'er 2011

Simian Mobile Disco na Open'er 2011

 

Drugi dzień festiwalu muzycznie zapowiadał się znacznie ciekawiej. Przede wszyskim Jamiroquai, po których koncercie dużo sobie obiecywałem. A zaczęło się od Sistars…

Sistars na Orange Warsaw Festival 2011

Sistars na Orange Warsaw Festival 2011

Sistars na Orange Warsaw Festival 2011

Sistars na Orange Warsaw Festival 2011

Zaraz po nich na scenie zainstalował się pan Benjamin Paul Ballance-Drew, znany bliżej jako Plan B. Koncert niestety dość statyczny, a szkoda bo można było zrobić większy szoł.

Plan B na Orange Warsaw Festival 2011

Plan B na Orange Warsaw Festival 2011

Plan B na Orange Warsaw Festival 2011

Plan B na Orange Warsaw Festival 2011

Wreszcie gwiazda wieczoru. Aha – miało byc jeszcze The Streets, ale ich występ został odwołany (zagrali niedawno na Free Form Festival, ale o tym w innym wpisie). A zatem – Jamiroquai, czyli w sumie one man show, odegrane przez skaczącego i biegającego niemal wszędzie, 42 letniego (!) Jay Kaya.

Jamiroquai na Orange Warsaw Festival 2011

Jamiroquai na Orange Warsaw Festival 2011

Jamiroquai na Orange Warsaw Festival 2011

Jamiroquai na Orange Warsaw Festival 2011

Jamiroquai na Orange Warsaw Festival 2011

Jamiroquai na Orange Warsaw Festival 2011

… czyli Blog Reaktywacja. Albo wersja 3.0 . Postanowiłem bowiem po roku przerwy wrócić do redagowania bloga. Na pierwszy ogień idą letnie festiwale 2011, a potem czas na aktualności.

Orange Warsaw Festival 2011 odbył się po raz pierwszy w nowej lokalizacji – na świeżo oddanym do użytku stanionie Legii, znanym też jako Pepsi Arena. Od strony dziennikarskiej impreza była bardzo dobrze zorganizowana – mieliśmy do swojej dyspozycji miejsce na odpoczynek, mogliśmy wyjsc na koronę stadionu, co wykorzystałem do kilku fotek rybim okiem, fosa szeroka. A wykonawcy… od Sasa do Lasa… Na pierwszy ogień Fox z Noviką, potem gwiazdy tefałenowskich programów: Piotr Lisiecki i Michał Szpak.

Fox i Novika na Orange Warsaw 2011

Piotr Lisiecki na Orange Warsaw Festival 2011

Piotr Lisiecki na Orange Warsaw Festival 2011

Michał Szpak na Orange Warsaw Festival 2011

Michał Szpak na Orange Warsaw Festival 2011

Kolejnym wykonawcą była formacja My Chemical Romance. Tak się prezentowali…

My Chemical Romance na Orange Warsaw Festival 2011

My Chemical Romance na Orange Warsaw Festival 2011

My Chemical Romance na Orange Warsaw Festival 2011

My Chemical Romance na Orange Warsaw Festival 2011

Fani dopisali :) .

My Chemical Romance na Orange Warsaw Festival 2011

Fani My Chemical Romance na Orange Warsaw Festival 2011

Po MCR na scenie pojawił się wulkan energii w postaci Skin i jej Skunk Anansie. Rok wcześniej na Openerze nie mogłem podejść tak blisko (!) – tu się udało, czego efektem poniższe zdjęcie…

Skunk Anansie na Orange Warsaw Festival 2011

Skunk Anansie na Orange Warsaw Festival 2011

Po zdjęciach skok na koronę stadionu i wspomniana na początku postu fotka rybim okiem.

Skunk Anansie na Orange Warsaw Festival 2011

Skunk Anansie na Orange Warsaw Festival 2011

Gwiazdą pierwszego dnia był Moby. I tu niespodzianka. Na konferencji prasowej wyluzowany, z Canonem 5D Mark II w dłoni, a na koncercie… Na koncercie niestety jego management zakazał pracować fotografom, akredytowanym przez media internetowe. Cóż… Na pocieszenie Moby’ego „ustrzeliłem” rok wcześniej na Openerze, więc wielkiego żalu nie było. Choć wiadomo, fajnie by było pofotografować jeszcze trochę… Zrobiłem kilka zdjęć z góry, ale to nie to samo.

A tak się Moby prezentował na konferencji:

Moby podczas konferencji prasowej na Orange Warsaw Festival 2011

Moby podczas konferencji prasowej na Orange Warsaw Festival 2011

Podsumowanie 2010 z RNL

Co to RNL? RadioNewsLetter – internetowy periodyk, wydawany przez Alinę Dragan, przeznaczony jak nazwa wskazuje, dla branży radiowej.  Skąd w takim razie mój tekst w RNLu? Choćby dlatego, że pracowałem przed laty w radiach, poza tym Alinie się nie odmawia :) . Nie mówiąc o tym, że bardzo miło znaleźć się w gronie piszących do RNLa fachowców ze swoimi przysłowiowymi trzema groszami.

A czemu tekst na blogu, a nie link? Bo żeby przeczytać, co w branży piszczy, trzeba mieć w RNLu konto. A że nie każdy je ma – wrzucam tekst tutaj. Enjoy!

Aha, jeszcze jedna ważna rzecz – wszystkie galerie z koncertów znaleźć można na muzyka.wp.pl – wystarczy wejść i wpisać do wyszukiwarki nazwę wykonawcy.

Podsumowanie 2010

 

Do RadioNewsLettera wypadałoby napisać o radiu, prawda ;) ? Ale że z agorowymi progami pożegnałem się 5 lat temu, przechodząc do telewizji muzycznej, pisać o radiu nie będę. O teledyskach i płytach w sumie też nie, bowiem klipami w RNL zajmuje się mój serdeczny kolega Hubert Augustyniak, a o płytach pewnie napisze sporo innych osób. Niech będą zatem koncerty, dziedzina bliska memu sercu nie tylko dlatego, że jak każdy fan muzyki chadzam na koncerty z przyjemnością ale i dlatego, że pracuję również jako fotograf koncertowy.

 

Policzmy: 91 koncertów z aparatem w ręku, plus kilka „na luzaka”. Do tego 13 festiwali (od Sonisphere do niedawnych Zimowych Ursynaliów)… Uff, trochę tego było ;) i przyznam, ze nie wszystko pamiętam. Choć kilka koncertów mocno weszło do głowy… Poniżej po jednym z każdego miesiąca plus trochę o letnich festiwalach.

 

27 stycznia, duszna i mała sala klubu Powiększenie. Tym razem nabita do granic wytrzymałości. Na scenie szaleńcy z Kanady – grupa Japandroids. Pod sceną hipsterski tłum, szarpiący wokalistę. Ja wciśnięty z boku, pod głośnikiem staram się uwiecznić to szaleństwo. Jest dobrze!

10 lutego, hala Arena w Łodzi. Na dworze straszny mróz, spóźniam się na support, więc grzeję się w przy piwie w barze, przypominającym lata 70te, tuż obok hali. A potem – kilka minut oko w oko z Depeszami. Wstyd przyznać, ale to mój pierwszy koncert Dave’a i jego kolegów. Po zakończeniu show już rozumiem fenomen tego zespołu. Jestem tak zajarany, że chcę jechać na drugi koncert, dzień później. Ale następnego dnia śnieżyca, korki, w pracy trzeba posiedzieć… Odpuszczam. Ale kolejnego show DM wiem, ze na pewno nie odpuszczę.

12 marca, kolejny kurs do Łodzi. Wpadamy na fotozbiórkę razem z Grześkiem Kszczotkiem, fotografem Teraz Rocka na ostatnią chwilę. O 21.05 na scenie pojawia się Rammstein. Show niemal identyczny z tym, który zagrali kilka miesięcy wcześniej w Spodku. Po zdjęciach siadam w bocznym sektorze i na spokojnie oglądam koncert. A jest co oglądać. Ogień, efekty specjalne, światła. Jest OK.

23 kwietnia, Stodoła. Mój pierwszy koncert z nowym aparatem. Canon 5D MkII sprawuje się bardzo dobrze, a koncert, a właściwie DJ Set udowadnia siłę muzyki Pendulum. Bardzo mi się podoba, choć i tak zdecydowanie wolę Pendulum Live. Może przyjadą w pełnym składzie w 2011?


27 maja, za moment stanę oko w oko z zespołem, od którego 20 lat temu na poważnie zacząłem słuchać rocka. Ogromna scena, tłum ludzi. Stajemy na podwyższeniach po obu stronach sceny. Po obróceniu się widać morze ludzi, aż po horyzont, na którym majaczy logo jakiegoś bemowskiego marketu. Niezapomniany widok! Po chwili koncert, trzeci koncert AC/DC w życiu. Na tym pierwszym, 9 lat wcześniej w Pradze przyznam, że się wzruszyłem, drugi znów w Pradze, rok temu. A dziś nie ma czasu na wzruszenia, trzeba zrobić dobre foty. A potem sam show z jak zawsze znakomitym finałem w postaci For Those About To Rock, które jeszcze długo kołacze mi się po głowie…

16 czerwca. Znów Bemowo. Wow, mamy centrum prasowe z prawdziwego zdarzenia. Nawet jest coś do jedzenia i picia. Na scenie The Big 4. Anthrax i Megadeth widze po raz pierwszy, dają radę. W pierwszej kapeli zabawny Belladonna, wygląda jak stara Indianka. W drugiej kunsztem powala gitarzysta. Numer 3 to zespół, dowodzony przez permanentnie uśmiechniętego Toma Arayę. Interesujący kontrast z tekstami, wyśpiewywanymi przez wokalistę Slayera. Wreszcie Metallica na wielki finał. Jak zawsze zawodowo! Choć… pewnie nie tylko ja czekałem na pojawienie się na scenie jakiś specjalnych gości. Nie doczekałem się, prezent dostali Bułgarzy.

 

Lipiec – zaczyna się festiwalowa gorączka. Przez całe lato mam tylko 3 weekendy wolne. Najpierw Opener z Pearl Jam, The Hives i Skunk Anansie. Potem Jarocin, gdzie jak co roku obchodzę urodziny, kolejny weekend w Białymstoku, gdzie z Arturem Rawiczem, moim biznespartnerem z Music Foto Kolektivu (WWW.mfk.com.pl) fotografujemy dla STX Festiwal Pozytywne Wibracje… Uff…

 

Pierwszy weekend sierpnia spędzam wśród fanów alternatywy. Mój główny faworyt na Offie, Dinosaur Jr. trochę zawodzi. Może dlatego, ze grają na pożyczonym sprzęcie? Za to na finał rewelacyjny The Flaming Lips! Kurczę, co tam się działo na tej scenie… Potem jeszcze Open Mind Festival, Metal Hammer Festival i na zakończenie lata Orange Warsaw Festival na Służewcu. Brodząc w błocie dochodzę do wniosku, że to niestety średnia festiwalowa wizytówka dla Warszawy.

 

22 września. Kult nagrywa swój Unplugged. Są emocje i towarzysząca im świadomość, ze biorę udział w wyjątkowym wydarzeniu. Zespół na początku spięty, potem już coraz luźniej, w końcu na bisy grają hity. „Polska” z fanem z flagą na scenie chyba najbardziej wbija się w pamięć.

 

9 października. Limp Bizkit in da House! A właściwie in da Stodoła. „Ten“ moment pojawia się bodaj w trzeciej piosence. Fred Durst podchodzi na skraj sceny i udaje, że „świeci” swoim mikrofonem w fotografów. Szybko wciskam spust, sprawdzając czy czas i światło pasują. Po chwili Fred pokazuje faka. Nie obrażam się ;) , mam fajne zdjęcia. A koncert bombowy!

 

10 listopada. W Proximie pustki, a na scenie jeden z fajniejszych młodych zespołów z UK – The Futureheads. Zawsze mega wrażenie robi na mnie zgranie ich głosów. Tym razem, choć fanów jak na lekarstwo, też dają bardzo fajny koncert, a cover Kate Bush „Hounds Of Love” to już mistrzostwo!

 

9 grudnia, Stodoła. Specjalny aranż sceny podkreśla wielkość wydarzenia – powrót Zbyszka Hołdysa. Wydarzenie podkreśla też tłum fotografów w fosie. Ciekawe, czy Hołdys pójdzie za ciosem i zagra trasę? Pokaże to rok 2011.

 

 

Niedziela na wielu festiwalach jest dniem, skazanym na olanie przez część fanów. Jeśli ktoś olał z własnej woli niedzielę na HOF 2010, popełnił gruby błąd! Bo tego dnia na scenie głównej wystąpiły dwie petardy: The Hives i The Dead Weather. A do tego mnóstwo innych fajnych kapel.

The Hives byli jednym z moich faworytów na tegorocznym Openerze. Widziałem ich wcześniej na różnych europejskich festiwalach i zawsze powalali mnie swoją sceniczną energią. Ciekaw byłem, kto w końcu ściągnie szwedzką załogę do Polski? Jak to kto – Alter Art :) .

Panowie na żywo są, podobnie jak Skunk Anansie, prawdziwym wulkanem energii. Z naciskiem na Pete Almqvista – wokalistę grupy.

The Hives na Openerze/kliknij na zdjęcie aby zobaczyć całą galerię

Kolejna sztuka to The Dead Weather. Oceniam tylko stronę fotograficzną, bo po zdjęciach popędziłem do namiotu na Archive, który zaczynali godzinę później. A fotograficznie było świetnie.

The Dead Weather na Openerze/kliknij na zdjęcie, aby zobaczyć całą galerię

Wreszcie Archive pod namiotem. Zaczęli około 23.00. Światła fajne, na scenie sporo się działo. Miło się fotografowało.

Archive na Openerze/kliknij na zdjęcie, aby zobaczyć całą galerię

W temacie Openera tyle. Na zakończenie wielkie dzięki dla ekipy z Alter Artu za profesjonalną opiekę nad fotografami i… do zobaczenia za rok :) !

Trzeci dzień festiwalu spędziłem w zasadzie tylko w okolicach sceny głównej. Zadanie: sfotografować troje wykonawców, którzy grali na main stage.

Na pierwszy ogień Skunk Anansie. Słowo „ogień” bardzo tu pasuje – bo tak było na scenie, za sprawą pani wokalistki. Trzy piosenki, a tyle wrażeń! Udało mi się sfotografować jej wyskoki, dzikie miny, lizanie gitarzysty po policzku. Szał! Oczywiście dla reszty zespołu też znalazło się miejsce w poniższej galerii…

Skunk Anansie/kliknij na zdjęcie, aby zobaczyć całą galerię

Dwie godziny później kolejna gwiazda – Kasabian. Mnie rozczarowali, ale sądząc po żywiołowym przyjęciu przez młodszą część publiki – mają w Polsce oddanych fanów.

Kasabian/kliknij na zdjęcie, aby obejrzeć całą galerię

Wreszcie ostatni zespół trzeciego dnia na scenie głównej – Hot Chip. Nie wyniosłem z ich koncertu jakiś niesamowitych wrażeń… Ale za to pognałem pod World Stage, załapać się na foto Matisyahu – sympatycznego Żyda, który gra fajne, energetyczne reggae. Galeria jest jedna, z obu koncertów, a znajdziecie ją poniżej.

Hot Chip/kliknij na zdjęcie, aby zobaczyć całą galerię

Matisyahu

Pobudki na Openerze nie należały do najfajniejszych. Pewnie zimą będę je wspominał z rozrzewnieniem, ale na festiwalu trochę mi brakowało łóżka i cienia. O 7.30 w namiocie nie dało się już wytrzymać. Ale nie narzekałem, bo to przecież jeden z uroków festiwalowego życia. Poza tym lepsze słońce, niż deszcz!

A zatem drugi dzień zaczął się wcześnie, a skończył oczywiście późno. Pierwszym z koncertów dnia drugiego był szoł szaleńców z Die Antwoord. Doceniłem opcję: foto na dwa aparaty, gdy wokalista zespołu nagle zeskoczył ze sceny i przebiegł się przez fosę. Zdjęcie znajdziecie w galerii. Jest też kilka fot z terenu festiwalu, publiki i koncertu Lao Che.

Die Antwoord/kliknij na zdjęcie, aby zobaczyć całą galerię

Po dwóch pierwszych sztukach chwila oddechu – kolejny koncert dopiero o 21.00  – w namiocie wystąpiła Grace Jones. Wizualnie bomba – trzy piosenki, trzy stroje – wszystko w galerii.

Grace Jones/Kliknij na zdjęcie, aby zobaczyć całą galerię

Nie miałem czasu na oglądanie dalszej części koncertu Grace Jones, bowiem o 22.00 na scenie głównej startował show Massive Attack. Koncert ciemny, dużo wizualizacji na ledowym ekranie za muzykami. Efekty mojej pracy w galerii.

Massive Attack/kliknij na zdjęcie, aby zobaczyć całą galerię

Wreszcie koncert ostatni dnia drugiego -  Empire Of The Sun. Zespół wybitnie festiwalowy, bo nie za bardzo widzę w klubie ze swoim rozbuchanym show. Działo się dużo, bardziej muzycznie, niż wizualnie.

Empire Of The Sun/kliknij na zdjęcie, aby zobaczyć całą galerię

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.