Trzeci dzień festiwalu był dla mnie najważniejszym. Tego dnia wystąpił Primus – zespół, na którego koncert bardzo się szykowałem. Primus zagrali znakomicie, może zmieniłbym nieco setlistę, bardziej pod lata dziewięćdziesiąte, ale i tak było naprawdę świetnie. Panowie są w świetnej formie, na zdjęciach fajnie się prezentują, oby przyjechali na jakiś klubowy gig do Polski! Aaa – pod pierwsze zdjęcia podpinam całą galerię na WP.
Pod koniec koncertu pobiegłem pod namiot, żeby szybko “ustrzelić” Kate Nash. Tak się prezentowała:
A potem czekała nas, fotografów przykra niespodzianka. Okazało się, że Prince (czy raczej jego management) nie wyraził zgody na jakąkolwiek rejestrację jego show. Trudno, obszedłem się ze smakiem, kołysząc się z dystansu w rytm “Purple Rain”…





